Willkommen auf den Seiten des Auswärtigen Amts

Przemówienie byłego prezydenta Niemiec Joachima Gaucka  na Uniwersytecie Warszawskim

Bundespräsident Gauck in Warschau

Bundespräsident Gauck in Warschau, © Ambasada Niemiec

25.06.2018 - Artykuł

Z okazji stulecia odzyskania niepodleglości, prezydent Joachim Gauck przemawiał w trakcie warszawskiej konferencji „Nasza Europa pokoju i tolerancji.” Pogratulował Polsce: "W Niemczech w 1918 roku świat upadł, w Polsce powstał świat na nowo".

-Obowiązuje słowo mówione-

Quo vadis Europo?

100 lat niepodległości państwowej! Na wstępie chciałbym pogratulować z okazji jubileuszu, który po dziś dzień ma dla Polski wielkie znaczenie. Po trwającym ponad wiek obcym panowaniu państwo polskie powstało jak Feniks z popiołów. Żadne obce mocarstwo nie narzucało już więcej Polsce swoich decyzji podejmowanych w odległych stolicach. Patrioci i miłujący wolność ludzie nie byli już zmuszeni do emigracji, uciekając przed prześladowaniami. Żaden polski żołnierz nie musiał już, służąc w obcym wojsku, walczyć przeciwko swoim rodakom.

W Niemczech tylko niewiele osób zdaje sobie sprawę, jak bardzo różni się, jest wręcz sprzeczna, pamięć o I wojnie światowej w Europie Zachodniej i Środkowo-Wschodniej. Na Zachodzie wojna ta pozostała w pamięci jako wielka czy też pierwotna katastrofa XX wieku, natomiast na Wschodzie jako moment narodzin państw narodowych. W Niemczech w 1918 roku świat upadł, w Polsce powstał świat na nowo. 

Polska sprzed stu lat: To upragnione wyzwolenie z jarzma niewoli i początek wolności w II Rzeczypospolitej. 

Wszyscy wiemy, że Polska jeszcze dwa razy utraciła niepodległość i samostanowienie w XX wieku i dwa razy musiała ją wywalczyć na nowo. Raz w czasie okupacji niemieckiej w II wojnie światowej, a po raz drugi w czasach dyktatu Związku Radzieckiego trwającego do 1989 roku. Nie może być inaczej: Po takich doświadczeniach pragnienie wolnego, niepodległego państwa stało się nierozłącznym elementem DNA narodu polskiego. Dlatego też nie może być inaczej, że Polska do chwili obecnej ze szczególną wrażliwością spogląda na stosunki z innymi państwami i sojuszami, nawet jeżeli są one demokratyczne i partnerskie  – i nawet, gdy Polska przystąpiła do nich dobrowolnie, jak w przypadku Unii Europejskiej.

Szanowni Państwo,

Po II wojnie światowej Unia Europejska była wielkim ukierunkowanym na przyszłość projektem Europy Zachodniej. Po 1989 roku upadek komunizmu zainicjował także dla nas żyjących w sowieckiej strefie wpływów upragniony powrót do Europy: do zachodniego systemu wartości, do wolności, pokoju, demokracji, państwa prawa i praw człowieka. Przypominam sobie jeszcze, jak poruszony byłem, kiedy ministrowie spraw zagranicznych Polski i Niemiec otworzyli polsko-niemiecką granicę na moście na Odrze między Frankfurtem a Słubicami i tysiące ludzi świętowało przy fajerwerkach integrację Europy.

Jednak tylko jedna chwila w historii wystarczyła, by obietnica stała się dla wielu niedogodnością. W 2004 roku do Unii Europejskiej przystąpiło dziesięć krajów Europy Środkowo-Wschodniej, a już w 2005 roku większość Francuzów i Holendrów odrzuciło w referendach ustanowienie Konstytucji dla Europy. Wszyscy Państwo tutaj obecni znają krytykowane punkty, które od tamtej pory przedstawiane są raz silniej, raz słabiej.

Wielu obywatelom Europy nie podoba się dominująca rola Brukseli, która skupiła wokół siebie więcej kompetencji niż większość z nich uważała za konieczne. Nie podoba się im anonimowa i często odbierana jako arogancka „biurokratyczna elita“, która decyduje o tym, za czym obywatele często nigdy nie głosowali. Obawiają się oni dużych państw, które mają więcej wpływów niż mniejsze, myśląc przy tym często o Niemczech; i obawiają się, że będą współodpowiedzialni za rzeczy, do których nie przyczynili się.

W istocie wszystkie te konflikty krążą wokół tego, jaki jest stosunek płaszczyzny narodowej do ponadnarodowej, a także poszczególnych państw narodowych do instytucji europejskich. Na jednym krańcu znajdował i znajduje się nurt dążący do coraz większego pogłębienia integracji, a w końcu do republiki europejskiej. Na drugim krańcu znajdowały i znajdują się nurty, które chciałyby zredukować Unię Europejską do instytucji koordynującej państwa narodowe.

Mam nadzieję, że Europa porozumie się co do trzeciej opcji, która połączy tylko pozornie sprzeczne koncepcje „więcej Europy” i „więcej państwa narodowego”. Mam nadzieję, że powstanie uregulowanie, które odpowiadać będzie tak samo potrzebom czasu, jak potrzebom większości obywateli.

Przez długi czas część aktorów politycznych na Zachodzie nie doceniała znaczenia, jakie państwo narodowe ma w zjednoczonej Europie. Przykładowo w Niemczech dominowało przekonanie, że państwo narodowe jest wyłącznie zjawiskiem anachronicznym, które należy szybko pokonać. Ponadto państwo narodowe kojarzone było z agresją, ksenofobią, dominacją, a ostatecznie z wojną. To, że państwo narodowe może oznaczać także prawną i socjalną ochronę oraz poczucie bycia u siebie w domu – tak jak to w dużej mierze pokazała w 1918 roku Polska – nie było obecne w tego rodzaju sposobie myślenia. Tak samo to, że ludzie, którzy żyli przez prawie pół wieku na wschód od żelaznej kurtyny, byli inaczej ukształtowani niż ludzie na Zachodzie, było i jest często tylko w małym stopniu brane pod uwagę.

Dzisiaj uważam: Było i jest nadal słuszne, że Unia Europejska w pewnego rodzaju konstytucji stworzyła wspólną polityczną i dotyczącą wartości podstawę, która jest dla wszystkich wiążąca. Obok tego widzę jednak miejsce na uwzględnienie wynikających z historii odrębności. Przykładowo Europa Środkowo-Wschodnia nie ma po 1945 roku prawie żadnych doświadczeń z tym, co obce. Dlaczego jej mieszkańcy nie mieliby dostać podobnej szansy poznania tego, co nowe, jaką mają od połowy wieku ludzie mieszkający na Zachodzie?

Społeczeństwa mogą łatwo poczuć się przytłoczone tym, że oczekuje się od nich bezwarunkowego podążania za poglądami innych krajów lub poszczególnych grup – zmiana mentalności dużych grup społecznych wymaga zawsze czasu. To stwierdzenie jest tym bardziej trafne, że istnieje rozdźwięk między podejściem do życia w obecnej erze globalizacji tych, którzy na globalizacji korzystają i czują się w globalnym świecie jak w domu, a większościami zakorzenionymi raczej tradycyjnie i narodowo.

W tym kontekście zadaję sobie pytanie, czy działanie solidarne musi być zawsze działaniem identycznym. Elastyczna forma solidarności mogłaby bardziej uwzględniać przy podziale obciążeń możliwości poszczególnych państw członkowskich. Podstawą solidarnego działania musi być jednak ta sama idea. Elastyczna solidarność nigdy nie może być carte blanche do oddzielenia się ze względów narodowych, do ksenofobii, czy nawet do nienawiści i przemocy.

Państwo narodowe opierające się na prawach człowieka i „rule of law“ nie odgradza się od tego, co obce, ani wewnątrz ani na zewnątrz. Pielęgnuje swoją tożsamość narodową w sposób, który nie stoi w sprzeczności z tożsamością europejską. Rozumie bowiem, że rozwój państwa narodowego zależy również od tego, na ile będzie mogło przejąć wzbogacające go wpływy z zewnątrz.

Stworzenie, zachowanie i promowanie tego rodzaju przynoszącego wzajemne korzyści współdziałania między państwami narodowymi a instytucjami europejskimi jest moim zdaniem głównym zadaniem w najbliższym czasie. Przy tym wzajemna konstruktywna krytyka jest nie tylko dozwolona, lecz wręcz pożądana. A ewentualnie konieczna ingerencja w przypadku niewłaściwego rozwoju – czy to po stronie państw narodowych czy też po stronie Unii Europejskiej – nie jest nieuprawnionym wtrącaniem się w sprawy wewnętrzne, lecz demokratycznym i demokratycznie uzasadnionym obowiązkiem w interesie naszego kontynentu. Rzadko kiedy było to tak ważne jak w chwili obecnej. Europa stoi przed największą próbą wytrzymałości od momentu jej założenia.

W niemalże wszystkich państwach zyskały poparcie partie eurosceptyczne oraz populistyczne partie lewicowe i prawicowe, a w niektórych państwach partie te objęły nawet rządy. Jeden z krajów wystąpi z Unii Europejskiej. Kluczowe elementy europejskiej samoświadomości, takie jak państwo prawa, podział władzy, wolność słowa, poszanowanie traktatów, czy też przestrzeganie wspólnie uchwalonej granicy zadłużenia nie wszędzie już są uważane jako obowiązujące. W ramach polityki migracyjnej niektóre państwa odrzuciły całkowicie konstruktywną współpracę.

Jednocześnie międzynarodowe otoczenie Europy zmienia się jak nigdy od dziesięcioleci. Chiny rozbudowują swoje ambicje globalno-polityczne aż po Afrykę i Europę. Rosja nie tylko naruszyła suwerenność sąsiedniego państwa i zajęła obce terytorium, umocniła również swoją pozycję jako ważny strategiczny i polityczny gracz na Bliskim Wschodzie – także z powodu słabości Europy.

Stany Zjednoczone tracą właśnie zdobyte na przestrzeni dziesięcioleci zaufanie jako wiodące mocarstwo stojące na czele wolnych narodów. Działanie w pojedynkę Donalda Trumpa, np. zapowiedź wycofania się z porozumienia nuklearnego z Iranem, wypowiedzenie  Konwencji Klimatycznej, nakładanie ceł, czy też obcesowa odmowa podpisania komunikatu końcowego ze szczytu G7 zachwiały w wielu krajach zaufanie do współpracy transatlantyckiej. Teraz Europa konfrontowana jest z zagrożeniem, że nie będzie mogła już liczyć na oparty na ustalonych zasadach ład międzynarodowy oraz dawne sojusze, jakie znaliśmy przez dekady.

Niektóre partie europejskie podążają już własnymi drogami w polityce zagranicznej, niektóre kierują swoją uwagę ku autorytarnym mocarstwom, Rosji i Chinom. W przypadku innych nie jest jeszcze jasne, w jakim stopniu chcą trzymać się szczególnej lojalności wobec Stanów Zjednoczonych.

I tak stoimy przed sytuacją, która wielu przeraża: wewnętrzne siły odśrodkowe w Unii Europejskiej stały się silniejsze, natomiast nie zwiększyło się to, co wspólne. Egoistyczne narodowe interesy przybierają na sile, a wspólnej docelowej wizji dla dużego statku flagowego „Europa” wciąż jeszcze nie ma. Z drugiej strony widzimy jednak, że sytuacja ta wielu ludzi także obudziła. I tak poparcie dla Unii Europejskiej jest najwyższe od 35 lat.

Sprzeczność, sądzą Państwo? Uważam, że tylko na pierwszy rzut oka.

Z analiz wyborczych przeprowadzonych w Niemczech i innych krajach europejskich wiem, że wielu ludzi głosuje na partie populistyczne nie dlatego, że chcieliby zrealizowania ich antyeuropejskich postulatów, lecz po to, by politykom i partiom o ugruntowanej pozycji wysłać sygnał ostrzegawczy. Takim głosowaniem chcieli postawić wykrzyknik, obudzić polityków. Ci wyborcy nie chcą w większości wyjścia z Unii Europejskiej, ale nie chcą też już być częścią tej Unii. Nie chcą końca Unii Europejskiej, chcieliby raczej lepszej Unii.

Tak więc w obecnym kryzysie dostrzegam także szansę. Teoretycznie Europa, a także Niemcy, już od lat akceptowały, że nasz kontynent, który – przede wszystkim w obszarze polityki bezpieczeństwa – płynął jakby za Stanami Zjednoczonymi – musi być gotowy do przejęcia większej odpowiedzialności. Dotychczas jednak niewiele zrobiono. Jeśli nie chcemy stracić szacunku do samych siebie, jeśli dalej chcemy stać po stronie naszych zasad i opartych na określonych regułach relacji, to nie możemy teraz inaczej: musimy dokonać bezwzględnego, samokrytycznego bilansu projektu Unii Europejskiej, podjąć realne i zarazem dalekowzroczne decyzje i wykazać się determinacją w ich realizowaniu.

Wykorzystajmy zatem ten kryzys, by wyjść z niego silniejszym!

I w tym miejscu zbliżam się do uzasadnienia, dlaczego nie tylko cenię znaczenie państwa narodowego, lecz przede wszystkim dlaczego pragnę pogłębionej, zdolnej do działania Europy. Hasłu Donalda Trumpa „America first“ przeciwstawmy „Europe united“, jak zaproponował minister spraw zagranicznych Niemiec Heiko Maas.

Niektóre sprawy od dawna są ewidentne: z problemami globalnymi i fenomenami transgranicznymi, jak zmiana klimatu, przepływy migracyjne, czy cyfryzacja możemy sobie sensownie poradzić tylko wtedy, gdy dla ich rozwiązania zjednoczy siły możliwe dużo państw.

Więcej współpracy i determinacji życzyłbym sobie także w odniesieniu do migracji. Jeśli uda się ponownie zabezpieczyć granice zewnętrzne, przynajmniej częściowo pozbędziemy się tego, co jest pożywką gwałtownych wewnątrz europejskich sporów. I tylko wtedy, gdy uda się odzyskać kontrolę nad imigracją, będziemy mogli utrzymać Europę bez granic wewnętrznych.

Większych wysiłków z całą pewnością wymaga także wspólna europejska polityka zagraniczna i obrony. Nie bez własnej winy Europa musi mierzyć się z deficytem bezpieczeństwa. Nie ma jeszcze natomiast konsensusu co do tego, jak samodzielne europejskie jednostki wojskowe, których utworzenie od niedawna jest planowane, mogłyby funkcjonować obok NATO, i jak mogłaby wyglądać europejska współpraca w dziedzinie zbrojeń. Polska odgrywa w tych debatach ważną rolę. Polska ma bowiem świadomość, jak łatwo można stracić wolność i niepodległość – należy do tych niewielu sojuszników w ramach NATO, którzy już przeznaczają na wydatki obronne wyznaczone jako cel 2% PKB.

Projekt Europa będzie wreszcie musiał poddać się ocenie także pod względem tego, czy jest on w stanie zagwarantować ludziom nie tylko życie w warunkach pokoju, lecz także życie bez trosk egzystencjalnych i z perspektywą na przyszłość. Potrzebujemy większego wyrównania warunków życia i w tym celu z pewnością konieczne jest bardziej zdecydowane przeciwdziałanie bezrobociu wśród młodych w krajach południowych. Możliwość zrobienia czegoś ze swoim życiem własnymi siłami – to też jest obietnica, której Europa musi dotrzymać.

Widzą Państwo, że zadania, przed którymi stoi Unia Europejska, są duże. Samo zaklinanie lepszych chwil z jej przeszłości nie pomoże. Podobnie niewiele pomoże robienie z Unii Europejskiej kozła ofiarnego winnego zarówno problemów w zakresie polityki wewnętrznej, jak i zagranicznej oraz poddawanie jej bezgranicznej krytyce. Zwłaszcza kraje środkowo- i wschodnioeuropejskie, wśród nich Polska, w dużej mierze skorzystały na członkostwie w Unii Europejskiej. Jedna z polskich gazet pisała w odniesieniu do rozwoju infrastruktury o największym w historii kraju skoku cywilizacyjnym. Zgadzam się: Unia Europejska zasługuje na sprawiedliwą ocenę oraz naszą lojalną, powodowaną chęcią poprawy krytykę!

Unia Europejska nie funkcjonuje według prostej zasady „Quid pro quo“. I dobrze, że tak jest, bo w przeciwnym razie nieprzerwanie byśmy się ze sobą targowali. Unia Europejska jest jednak wspólnotą opartą na solidarności, w ramach której trzeba niekiedy też akceptować decyzje, które własnemu krajowi nie od razu przynoszą korzyści. Zadaję sobie jednak pytanie: dlaczego niektóre kraje nie wykorzystują bardziej forum Parlamentu Europejskiego i międzynarodowej opinii publicznej, by promować swoje stanowiska? Czy naprawdę trzeba się od razu wycofywać i zamykać, gdy przeforsowanie własnego stanowiska nie jest możliwe? I dlaczego niektórzy przedstawiciele krajów Europy Środkowo-Wschodniej odbierają od niedawna niektóre wartości europejskie jako obce, mimo że to z ich powodu chcieli się przyłączyć do Unii Europejskiej?

Za skrajne niedbalstwo uważam przyzwalanie czy wręcz dążenie do tego, by europejska jedność ulegała dalszej erozji. Reprezentowanie interesów narodowych jest oczywiście zadaniem rządu każdego z krajów. Wszystkie kraje europejskie doświadczyły jednak w międzyczasie, że ponadnarodowe sojusze po części zdecydowanie bardziej służą interesom narodowym, niż kiedykolwiek byłaby tego w stanie dokonać narodowa reprezentacja interesów. „Strong if united“ – dziś dotyczy to Europy bardziej niż kiedykolwiek.

Wiem, że znalezienie rozwiązań na szczeblu europejskim to często syzyfowa praca. To, co odpowiada interesom krajów północnych, spotyka się ze sprzeciwem tych z południa. Tego, co właśnie wynegocjowano, posługując się rozsądkiem, nie mogą za chwilę zaakceptować uczucia. Ważniejsze niż rzeczowe argumenty często okazują się poczucie urażenia czy skrzywdzenia, które bierze się z rzeczywistych lub tylko odczuwanych nierówności: że na przykład większe państwa, takie jak Niemcy, w związku z ich siłą polityczną czy gospodarczą są lub wydają się być w korzystniejszym położeniu, podczas gdy mniejsze kraje są uwzględniane w mniejszym stopniu lub tak się czują.

Myślę, że z jednej strony nie unikniemy dalszego postrzegania Europy jako szkoły edukacji politycznej. Zdecydowanie popieram, kiedy państwa bądź grupy państw, które asertywnie i twardo reprezentują swoje interesy, nie dążąc przy tym do rozłamu i eskalacji, i które wytrwale negocjując, potrafią także to, co możliwe, przypieczętować ostatecznie też kompromisem.

Z drugiej strony trzeba jednak założyć, że w chwili obecnej nie wszystkie państwa europejskie będą popierać coraz ściślejszą współpracę. Jestem sceptyczny co do idei Europy dwóch prędkości. Całkiem zasadne wydaje mi się natomiast, gdyby poszczególne państwa miały możliwość podążania naprzód bez blokowania ich przez inne państwa. Dla tych, którzy chcieliby później dołączyć, drzwi byłyby zawsze otwarte – tak jak to ma już miejsce w przypadku euro. 

Europa potrzebuje moim zdaniem więcej elastyczności, ale także więcej solidarności, a przede wszystkim – więcej odwagi do przeprowadzenia głębokich reform!

Czy nie powinna nas zaalarmować sytuacja, w której nasza zachodnia demokracja traci na atrakcyjności, bo także systemy autokratyczne zdolne są do ożywienia gospodarczego i poprawy warunków życia obywateli? Czy nie powinno zachęcać nas do działania to, że politycy o poglądach antyliberalnych cieszą się powodzeniem, ponieważ wielu obywateli w różnych państwach jest gotowych ograniczać pluralizm i praworządność?

Demokrację liberalną czeka nowy sprawdzian. Jak wypadnie – nie ma wcale pewności. Nie chcę wyobrazić sobie jednak Europy, której państwa członkowskie są może nawet demokratyczne, ale już nie liberalne. Europy, w której rządy tych państw reprezentują wprawdzie społeczeństwa większościowe, ale nie chronią już jednak mniejszości – wszystko jedno jakiego rodzaju.

I wreszcie, Szanowni Państwo, pozostaje prawda, która choć stara, nie traci na aktualności. Karl Dedecius, wspaniały tłumacz literatury polskiej, zalecał dla relacji między naszymi społeczeństwami, by: „przybliżać się do siebie. Uprzedzenia zamienić na opinie. Słuchać argumentów obydwu stron i poważnie je traktować”. I rzeczywiście: naprawdę tego doświadczyliśmy. W ciągu ostatnich 25 lat zbliżyliśmy się do siebie. Słuchaliśmy się nawzajem i czasami prowadziliśmy też ostre spory. Ostatecznie autentyczne kontakty międzyludzkie pokonały siłę oddziaływania fałszywych wizerunków. Pozytywne relacje między Polską a Niemcami – na to wskazują ostatnie sondaże – są zadziwiająco stabilne.

Pragnę jeszcze raz podkreślić: nie jest to tylko zasługa naszych rządów i instytucji, lecz co najmniej w tym samym stopniu społeczeństw obydwu naszych krajów. I tak, kończąc, wypowiadam życzenie, abyśmy także w przyszłości bardziej wykorzystywali ten element przyczyniający się do klarowności i stabilizacji, jakim są nasze społeczeństwa obywatelskie. Właśnie wtedy, gdy rządy wyznają częściowo rozbieżne koncepcje, czy nawet toczą spory, aktywne obywatelki i aktywni obywatele mogą podtrzymywać bliskość powstałą między naszymi społeczeństwami.

Warszawa, dnia 25 maja 2018